<strong>Vanilla sex, czyli owoc rewolucji seksualnej!</strong>
MySex

Vanilla sex, czyli owoc rewolucji seksualnej!

Słysząc hasło „rewolucja seksualna”[1] najpewniej większość z nas myśli: pigułka antykoncepcyjna, wolna miłość oraz druga fala feminizmu. I bezspornie jest to prawda! Ale czy wiecie, że to właśnie w latach 60. i 70. XX wieku narodził się również termin „vanilla sex”, czyli seks waniliowy, stawiany zwykle w opozycji do kinku[2] oraz BDSM[3]?

My-V My-V · 20 lipca 2022

Rewolucja seksualna

Z pewnością w czasach rewolucji seksualnej to właśnie walka o to, by mieć dostęp do antykoncepcji, móc mieszkać ze sobą przed ślubem, czy być aktywną zawodowo po ślubie (w USA do 1964 roku było to nielegalne) była czymś najbardziej palącym. A jak jest dziś, gdy – na szczęście! – możemy kupić prezerwatywy w kiosku pod domem, żyć ze sobą w polikule[4] i mało której z nas przyjdzie do głowy rezygnować z pracy po zamążpójściu?

Gdy w większości kolorowych magazynów przeczytamy o pozycjach seksualnych, gadżetach erotycznych i kobiecych wytryskach, a szczyty rankingów sprzedaży należą do powieści erotycznych z dominującym szefem w roli głównej? Otóż może się okazać, że rewolucyjnym będzie powiedzenie „och, to wspaniałe, że w waszej polikule wszyscy lubicie chodzić do klubu dla swingersów na imprezy BDSM! Bardzo ciekawie mi się tego słucha, choć to totalnie nie moje, bo najbardziej na świecie kręci mnie czuły, waniliowy seks z moją osobą partnerską, z którą jestem w monogamicznej relacji”.

A więc zgłębmy ten temat i pochylmy się nad zapomnianym owocem rewolucji seksualnej – waniliowym seksem.

Vanilla sex, czyli co?

 Seks waniliowy, to w dużym uproszczeniu (i bez cienia oceny, czy chęci polaryzacji postaw wobec jakichkolwiek rodzajów zbliżeń), to taki seks, w którym przeważa czuły, powolny dotyk, długie pieszczoty, kontakt wzrokowy, pocałunki i bycie ze sobą skóra do skóry. Można powiedzieć, że jest to slow sex nastawiony na kontakt i połączenie z drugą osobą, uprawiany uważnie, w skupieniu i bez pośpiechu. Jak każdy inny seks, ten również nie musi prowadzić ani do penetracji ani do orgazmu, ale jest więziotwórczy („oksytocynowy”, jak lubię go nazywać, odwołując się do wydzielającej się podczas współżycia oksytocyny, zwanej czasem potocznie „hormonem przywiązania”) i … totalnie zwyczajny. I gdy piszę „zwyczajny” mam na myśli to, że nie wiąże się z żadnymi zwrotami akcji, roleplay[5], praktykami BDSM, przebierankami, gadżetami, zapraszaniem innych osób do seksu, czy włączaniem filmów porno w trakcie. Bywa, że jest opisywany jako nudny i pruderyjny w opozycji do wyzwolonego, ostrego, czy perwersyjnego seksu, co jest według mnie zwyczajnie krzywdzące i nieprawdziwe.

Nazwa natomiast pochodzi od smaku lodów waniliowych, które może i zwyczajne oraz powszednie,  ale zwykle lubiane i „bezpieczne”, w tym sensie, że nie zaskakujące, a przez to kojące.

Z waniliowym seksem najczęściej kojarzymy wygodne, nieskomplikowane pozycje seksualne, jak misjonarska lub różne warianty pozycji bocznych (przodem do siebie, z kontaktem wzrokowym lub „na łyżeczki”) oraz leniwy, czuły seks oralny[6]. I jest to raczej ten rodzaj seksu, który zakłada istnienie więzi między osobami partnerskimi i znajomość dłuższą niż na jedną noc. Waniliowy seks może się świetnie sprawdzać u par w ciąży oraz wracających do współżycia po porodzie oraz u wszystkich tych osób, które uważają, że w seksie less is more. Nie jest to rodzaj zbliżeń, w których testujemy swoje granice i wychylamy się poza strefę komfortu. Bodźcem nie jest adrenalina, ani balansowanie na krawędzi. Jest nim poczucie, że wiemy mniej więcej czego się spodziewać, a ta przewidywalność uspokaja nas, relaksuje i otwiera.

Brzmi dobrze? To wspaniale!

Czy coś jest ze mną nie tak, bo lubię (tylko) vanilla sex?

Nie! I w zasadzie tu mogłabym skończyć ten akapit, powtarzając za Anne Lamott, że „<nie> to pełne zdanie”, ale jednak je rozwinę. Nie, nic nie jest z tobą nie tak jeśli lubisz wyłącznie lub przeważnie waniliowy seks bez tak zwanych „udziwnień” (co swoją drogą też brzmi oceniająco i bardzo trudno napisać tekst w taki sposób, by nie sugerować, że któraś opcja jest lepsza). Każda osoba ma inne preferencje seksualne, inny zestaw doświadczeń, które te preferencje kształtowały, inną wrażliwość sensoryczną na dotyk i stymulację, inny zestaw fantazji oraz potrzeb erotycznych i osobiście uważam, że ta różnorodność jest cudowna! Problem zaczyna się, gdy zmuszamy się do tego (i każdego innego) rodzaju seksu z obawy przed oceną lub z powodu toksycznego wstydu szepczącego nam do ucha, że grzeczne dziewczynki robią „to” tylko po ciemku i pod kołdrą. Oraz gdy przychodzi nam do głowy ocenianie, rozliczanie się wzajemnie, czy – co gorsza – zawstydzanie innych z powodu ich potrzeb seksualnych oraz sposobu ich realizacji.

Wówczas mamy do czynienia z klasycznym shamingiem[7].

Vanilla-shaming, czyli nie zaglądaj innym pod kołdrę, jeśli sam/a nie chcesz by ci zaglądano.

 Pierwszy raz z określeniem „vanilla-shaming” spotkałam się podczas pisania książki „Dziwki, zdziry, szmaty. Opowieści o slut-shamingu[8] za co jestem ogromnie wdzięczna mojej rozmówczyni, mimo, że ta właśnie rozmowa nigdy do książki nie trafiła (na jej prośbę, którą uszanowałam). To właśnie ona pokazała mi drugą stronę zjawiska zawstydzania kobiet ze względu na ich ekspresję seksualną, gdy ja byłam skupiona na pisaniu o zawstydzaniu kobiet bezpruderyjnych, uważanych za rozwiązłe „puszczalskie”. I przyznaję, że było to dla mnie trudne, smutne oraz zaskakujące odkrycie,  że są osoby, które usłyszały, że są nudne, pruderyjne, niedzisiejsze, że są „cnotką-niewydymką” tylko dlatego, że nie kręcą jej praktyki seksualne popularne w pornografii głównego nurtu (głównie chodziło o praktyki typu głębokie gardło, podduszanie podczas seksu oraz przebieranie się i używanie gadżetów). Moją niezgodę budzi każdy rodzaj dyskryminacji, ale taki, w którym jest się zmuszaną do czegokolwiek w kontekście współżycia, jest już nie tylko dyskryminacją preferencji seksualnych, ale też zwyczajnie przemocą. Powiedzmy to sobie głośno: VANILLA-SHAMING TO RÓWNIEŻ PRZEMOC, ale jako edukatorka seksualna widzę też w tym kontekście jeszcze jedno zagrożenie…

Kto jest gotowy na kink z prawdziwego zdarzenia?

Czy para szesnastolatków, która planuje swój debiut seksualny jest gotowa na to, by ich seks wyglądał jak z mainstreamowego porno? Z odgrywaniem ról, ostrym seksem oralnym i/lub analnym, klapsami, kajdankami czy plugiem analnym? W moim odczuciu nie i tak, jak zaczynając przygodę ze wspinaczką nie pakujemy się od razu na najtrudniejszą trasę, tak i tu warto powoli poznawać swoje możliwości, preferencje i granice, robiąc to w poczuciu bezpieczeństwa oraz akceptacji  dla tych granic. W przeciwnym razie istnieje duże ryzyko, że sytuacja nas przerośnie, ciało się zbuntuje i napnie, co najczęściej kończy się bólem podczas stosunku u dziewczyny/kobiety i niechęcią do kolejnych zbliżeń, a nawet traumą, towarzyszącą nam wiele, wiele lat po debiucie seksualnym, który brutalnie wyrwał nas z naszej strefy komfortu i był naruszający dla ciała.

Przykre jest to, że w którymś momencie waniliowy seks stał się powodem do wstydu i zawstydzania innych. Chciałoby się spytać komu mogło być to na rękę… odpowiedź zdaje się znać feministyczna publicystka, Catherine Scott, która mówi wprost, że winę za to, że »waniliowy seks« stał się krzywdzącym terminem, ponoszą wyłącznie ci, którzy zarabiają na cudzych kompleksach. Myślę, że warto  tym pamiętać i kochać się tak, jak mamy na to ochotę.

Choćby miał to być najzwyczajniejszy seks świata.


[1] Termin „rewolucja seksualna” został po raz pierwszy użyty przez psychoanalityka Wilhelma Reicha w latach 20. XX wieku. Reich uznawał, że społeczeństwo zachodnie jest zniewolone i wymaga wyzwolenia od represyjnych norm społecznych, politycznych i psychologicznych. Na początku lat 60. termin „rewolucja seksualna” odnosił się do wpływu, jaki na życie społeczne wywarło wynalezienie i rozpowszechnienie tabletki antykoncepcyjnej. Za Wikipedia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Rewolucja_seksualna).

[2] Kink (rzeczownik)/kinky (przymiotnik) oznacza seks „perwersyjny” oraz „udziwniony” i tak są te słowa zwykle tłumaczone na język polski, przez co mają wyraźny negatywny i oceniający wydźwięk, którego nie wyczuwa się w języku angielskim. Najczęściej „kink” tłumaczymy jako niestandardowe zachowania seksualne, co z kolei nasuwa słuszne pytanie o to, jakie zachowania uznajemy za „standardowe”, gdyż dla każdej osoby może to oznaczać coś innego.

[3] BDSM ( z ang. bondage ‒ skrępowanie, discipline ‒ dyscyplina, sadism ‒ sadyzm, masochism ‒ masochizm) to całokształt powtarzających się wyobrażeń i pragnień seksualnych, które są realizowane przez niestandardowe praktyki seksualne. Ważnym elementem jest tu konsent, czyli świadoma i entuzjastyczna zgoda wszystkich zaangażowanych osób.

[4] Polikuła czyli związek poliamoryczny. Określenie pochodzi od połączenia słów poliamoria i molekuła.

[5] Roleplay to odgrywanie ról podczas seksu.

[6] Rzuć okiem na ten artykuł i badanie z 2019 roku https://www.vice.com/en/article/vbw3bj/when-it-comes-to-vanilla-sex-kink-no-two-people-taste-the-same-flavor

[7] Shaming to angielskie słowo oznaczające zawstydzanie.

[8] https://www.czarnaowca.pl/kategorie/literatura-faktu/dziwki-zdziry-szmaty,p1647429524

MySex

Najnowsze